Widzisz wypowiedzi wyszukane dla zapytania: wzory na Publishera
|
| Wiadomość |
Ms Publisher
|
Witam Potrzebuje zrobic w OO wlasny kalendarz, cos na wzor takiech jakie mozna zrobic z szablonu w MS Word lub Ms Publisher. Czy w pakiecie OO mam taka mozliwosc?
|
Gdzieś w sieci jest szablon bodaj niemieckiego kalendarza. Poszukaj w zasobach szablonów.
Pozdr. - PB
|
| |
|
|
wizytowki
|
| | | Poszukuje programu do robienia prostych wizytowek:) | | (nie mam MS publishera i miec nie bede...) | | A Corel'a masz ? ;) | | teoretycznie mam dostep... ale ma ktos moze gotowy wzor, jak to poustawiac w | cdr, czy tam sa jakies formularze? Ja sie az tak na tym nie znam... :)
W CorelDraw masz gotowe szablony, łatwe do edycji
|
lamerskie pytanie!!!
|
Generalnie jest cos takiego jak dyrektywa unii eurpejskiej na temat tworzenia kalendarzy. nie pamietam adresu, ale chodzilo o to, ze np. kalendarium nie powinno zajmowac wiecej niz iles procent kalendarza, chyba 45%, bylo tez o kolorystyce i o tym, ze bedzie limit na ilosc projektow kalendarzy w UE po wstapieniu i polska ma miec limit na jakies 200 projwktow rocznie
|
Pierwsze słysze
| jakim programie cos takiego najlepiej wykonac?
najlepiej w paincie lub w wordzie. znam pau fachowcow, szukali ostatnio pracy w agencjach. jak chcesz, dam namiary
|
NAJLEPIEJ W PAINCIE LUB WORDZIE????? Widze, ze pelny profesjonalizm... Przynajmniej głupi Publisher o PageMakerze nie wspomne....
| Jezeli nie to gdzie mozna takie rzeczy kupic no i | jakie kwoty wchodza w gre??
Mam pare wzorow, ale za sztuke biore 1000 euro. podobno na pchlim targu tez mozna dostac, i to taniej.
|
To ciekawe ile potem stoja te kalendarze w sklepie :-) Jak za projekt 1000euro chcesz to po doliczeniu druku, kolportazu, innych pierdol wycjodzi pewnie po 400euro za sztuke ;-)))
|
lamerskie pytanie!!!
|
Z premedytacją NIC nie kasuję... :-)
| Generalnie jest cos takiego jak dyrektywa unii eurpejskiej na temat | tworzenia kalendarzy. nie pamietam adresu, ale chodzilo o to, ze | np. kalendarium nie powinno zajmowac wiecej niz iles procent kalendarza, | chyba 45%, bylo tez o kolorystyce i o tym, ze bedzie limit na ilosc | projektow | kalendarzy w UE po wstapieniu i polska ma miec limit na jakies 200 projwktow | rocznie
Pierwsze słysze
| jakim programie cos takiego najlepiej wykonac?
| najlepiej w paincie lub w wordzie. znam pau fachowcow, szukali ostatnio | pracy w agencjach. | jak chcesz, dam namiary
NAJLEPIEJ W PAINCIE LUB WORDZIE????? Widze, ze pelny profesjonalizm... Przynajmniej głupi Publisher o PageMakerze nie wspomne....
| Jezeli nie to gdzie mozna takie rzeczy kupic no i | jakie kwoty wchodza w gre??
| Mam pare wzorow, ale za sztuke biore 1000 euro. podobno na pchlim targu tez | mozna dostac, i to taniej.
To ciekawe ile potem stoja te kalendarze w sklepie :-) Jak za projekt 1000euro chcesz to po doliczeniu druku, kolportazu, innych pierdol wycjodzi pewnie po 400euro za sztuke ;-)))
|
Polecam szybką wizytę na prhn. Wygląda na to, że poczucie humoru autora, moje i moderatorki są zbliżone :-)))
Pozdrawiam, Marek W.
|
| |
|
|
nauka, praca i DTP (przydlugie)
|
| Waznych jest jeszcze kilka zalozen: | a) ksiazka bedzie miala indeks, | b) spis tabel (ok 50), | c) spis rysukow (ponad 100) glownie techniczne i proste schematy | d) grafika jak wczesniej wspomnialem dwa kolory (cyan i czarny) importowane | z corela (eps) | e) jest troche wzorow (ok 50) - rozszerzenia do quarka w firmie nie mam, | a page maker taz czasami robi numery - jak sobie z tym radzicie? | W ktorym programie bedzie mniej problemow?
Zdecydowanie tylko TeX.
|
A dlaczego nie Ventura Publisher? Dlaczego nie Adobe FrameMaker? Są wzory, tabele, spisy, indeksy i wszystko co potrzeba...
Nawet stara Xerox Ventura GEM 3.0 GOLD spokojnie by wystarczyła (tylko fontów trochę mało, ale widziałem, jak takie rozbiono bez bólu) o ile odpowiednio spreparowałoby się te dwukolorowe rysunki.
Oczywiście dla tylko jednej ksiązki nie warto kupować nowego programu ale może da się to zrobić u kogoś, kto taki program posiada i zna (przy okazji nauka jak znalazł :-)
Kiedyś znajomy drukarz zakładał się ze mną, że lepiej i szybciej złoży robótkę na Poltype'ie niż ja w Quarku... i przegrał :-)
Rzeźbienie w TEX-chu jest trochę jak "szlachetna japońska sztuka parzenia herbaty", w której ważny jest sam ceremoniał a nie herbata :-) Tutaj chyba trzeba raczej użyć herbaty FIX ekspressowej (Tetley albo Lipton się kłania, bo trzeba zdążyć zaparzyć przed piątą po południu :-)
Pozdrawiam TEX-chników!
Robert Jezierski
|
Osadzony TeX
|
Zaraz, zaraz. A korzystasz w edytorze równań Worda e skrótów klawiaturowwych? Typu ctrl-f na ułamek, ctrl-r na pierwiastek, ctrl-h i ctrl-l na wskaźniki itp itd? Tego jest dużo.... I znacznie przyspiesza pisanie w w MEditorze. Podobne, acz niekoniecznie te same są skrótry w programach typu Ventura Publisher....
|
majac dobry edytor moge sobie porobic tyle skrotow ile zechce!
uzywanie techniki OLE do wkladania wzorow jest pomyslem KRETYNSKIM
kazdy obiekt wsadzony ta technika pobiera parametry (wilekosci znakow, pozycjonowanie itp) z jakiegos wzorca i zaczyna zyc wlasnym zyciem. Zmiana oznaczen spowoduje koniecznosc zajzenia do kazdego wzoru.
jezeli pracujesz na dwu komputerach to moze sie okazac ze ustawienia standardow na ich sa nieco inne, moze sie okazac dopiero na wydruku ze polowa wzorow sie nieco rozni od pozostalych, poprawianie tego to makabra i glupiego robota
wm
|
Proste pi (?)
|
Witam,
[...]
Skonsultowałem to z paroma fachowcami, przejrzałem literaturę (także składaną po Bożemu dawno temu, np. Feynmana wykłady z lat 70. itd.) i *nigdzie* nie było prostego pi (oraz e). Czy ktoś z Sz. listowiczów spotkał się z czymś takim? Dowiedziałem się także, że swego czasu wciśnięto uczelniom i wydawnictwom program pt. Ventura Publisher, który miał greckie litery tylko proste... ;-) Może to stąd się zawlokło? Czy starzy wyjadacze związani np. z PWN lub WNT mogą to skomentować?
|
Skladalem ostatnio probke dla PWN-u. Korekta zyczyla sobie prostego e we wzorach. O prostym pi nic nie moge powiedziec, gdyz w probce nie wystepowalo.
Pozdrawiam
Adam Pitula
|
Program do rysowania schematów
|
| | Najpierw odpowiem na twoje pytanie: oczywiście,że potrafi. | Ale potrafi to praktycznie każdy prg graficzny. Problemem jest tylko co ty | chcesz uzyskać, za jaką cenę i najważniejsze jaką wiedzą dysponujesz. | Tak, nie najlepiej opisałem o co mi chodzi - do tej pory właśnie jest to robione ze skanowana jest mapka i dorysowywane np. znaki. A chodzi mi o program który ma już wbudowane schematy, znaki itp. i ten proces by znacznie ułatwił. Wydaje mi się że któryś z autocadów to powinien mieć ale nie wiem
|
Jeżeli skany map miałyby być użyte w programie CAD to musiałyby być wcześniej wektoryzowane. Oczywiście są programy CAD gdzie można wstawiać bitmapy jako obiekty ale użycie tego do zastosowań o jakich piszesz mija się z celem (mapa- bitmapa + znaki wektorowe???). Jeżeli zaś wektoryzacja nie jest wykonywana i pracujesz na bitmapach to wystarczy przyzwoity program graficzny (Picture Publisher, Gimp, Photoshop itd). Skanujesz jakieś wzory znaków, robisz z tego pojedyncze obiekty i możesz wstawiać do woli.
Jeżeli napiszesz w czym dotychczas pracowałeś lepiej wyjaśni sprawę.
pozdrawiam Sławek
|
Microsoft szykuje odpowied? na AdSense
|
Sprawdziły się oczekiwania analityków rynku, którzy prognozowali uruchomienie przez Microsoft systemu reklamy kontekstowej na wzór AdSense. O wyposażeniu Adcenter w taką funkcję gigant z Redmond oficjalnie poinformował na blogu TechCrunch.
więcej: www.techcrunch.com
|
ABC - Firma na księdze przychodów i rozchodów - MARCUS S.C.
|
ABC - Firma na księdze przychodów i rozchodów - MARCUS S.C. - POBIERZ!
Na poradnik składają się rozdziały części B książki "ABC small business'u". Księgowość przedsiębiorcy opodatkowanego na zasadach ogólnych (wg skali lub liniowo), podatki i składki własne i pracowników. Wzory, formularze, przykłady wypełniania deklaracji.
Autor: Włodzimierz Markowski Data wydania: 01.01.2008 Liczba stron: 190 Wydawca: MARCUS S.C. ISBN: 978-83-60952-08-5

|
Niemotocyklowe-problem z Office Publisher 2003
|
Mam mały problem. Swoje strony internetowe buduje i modernizuje w programie Office Publisher 2003. Projekt strony zapisywany jest jako plik z rozszeżeniem ".pub". Po publikacji w sieci Web zapisuje mi ten projekt jako ".htm", czyli gotową stronę do wysłania na serwer.
Problem w tym że po awarii dysku straciłem wszystkie dane. Ściągnąłem z serwera swoje strony i zdjęcia w nich zawarte ale nie mam projektu, czyli pliku ".pub". Bez niego nie zaktualizuje stron. Próbowałem plik ".htm" otworzyć programem Office Publisher ale jest tylko strona główna a brakuje podstron.
Czy da się jakoś odzyskać projekt ??? Czy muszę od nowa robić cały projekt na wzór starego ???
|
Ms Publisher
|
Witam Potrzebuje zrobic w OO wlasny kalendarz, cos na wzor takiech jakie mozna zrobic z szablonu w MS Word lub Ms Publisher. Czy w pakiecie OO mam taka mozliwosc? pozdr pawel
|
Ms Publisher
|
Potrzebuje zrobic w OO wlasny kalendarz, cos na wzor takiech jakie mozna zrobic z szablonu w MS Word lub Ms Publisher. Czy w pakiecie OO mam taka mozliwosc?
|
Może w module Draw?
|
zmiana kierunku
| |
mwat -> masz dostep do Publishera? Jesli tak to Ci przesle wzor odwolania.
|
ANGIELSKI DO MATURY "Matura ustna" Poziom podstawo
|

ANGIELSKI DO MATURY "Matura ustna" Poziom podstawowy (AudioBook - Mp3) - POBIERZ
Angielski do matury „Matura ustna” Poziom podstawowy
Kurs z serii Listen & Learn do samodzielnej nauki ze słuchu, przeznaczony dla osób zdających maturę na poziomie podstawowym Głównym celem kursu jest powtórzenie i utrwalenie słownictwa przydatnego podczas egzaminu ustnego oraz przygotowanie do poprawnego wykorzystania poznanych zwrotów w zadaniach egzaminacyjnych: rozmowach sterowanych i rozmowie na podstawie ilustracji. Wszystkie słowa i wyrażenia nagrane są z tłumaczeniami, co pozwala szybko je opanować i utrwalić oraz ułatwia korzystanie z kursu w dowolnym miejscu i czasie, w drodze do szkoły, w podróży, w domu. To efektywna nauka i szybka powtórka przed egzaminem, łatwa i dostępna dla każdego.
Nowość! Dzięki zastosowanemu systemowi „Karaoke” podczas słuchania lekcji tekst nagrania może być wyświetlany na przenośnym odtwarzaczu mp3/mp4 lub ekranie komputera.
Poziom: podstawowy W zestawie: Pliki do pobrania spakowane: pliki mp3 (108 MB, 119 min) + pliki lrc (Karaoke - 63 KB) + plik PDF z tekstem kursu (35 str.) + Instrukcja korzystania z kursu na mp3 i systemu Karaoke
Materiał kursu: Rozmowy sterowane 1. Udzielanie i uzyskiwanie informacji 2. Relacjonowanie wydarzeń 3. Negocjowanie Opis ilustracji z przykładami Prowadzenie rozmowy
W każdej lekcji: ■ nauka gotowych zwrotów do wykorzystania podczas egzaminu ■ przykładowe zadania egzaminacyjne - samodzielne tworzenie wypowiedzi według instrukcji egzaminatora ■ nagrane polecenia i wzory odpowiedzi W książeczce PDF – pełny tekst kursu: zwroty z tłumaczeniami, zadania egzaminacyjne z odpowiedziami, ilustracje i przykładowe opisy
Autor: D. Guzik Data wydania: 12.01.2007 Wydawca: DIM - Nauka i Multimedia ISSN: 978-83-60599-54-9
|
Pimp My Ride (Wii)
|
Pimp My Ride (Wii)
 RELEASE DATE . 2008-02-22 PUBLISHER .... Activision PLATFORM ..... Nintendo Wii GENRE ........ Racing SOURCE........ DVD SIZES ........ 89 x 50M ORIGIN........ USA(NTSC)
Pimp My Ride jest niezbyt skomplikowaną grą wyścigową, stawiającą na możliwość kompleksowego tuningowania różnorakich aut. Całość w bezpośredni sposób odwołuje się do popularnego programu telewizyjnego, emitowanego przez stację MTV i prowadzonego przez rapera Xzibita. Za przygotowanie gry odpowiedzialne jest studio developerskie Eutechnyx, posiadaczom Wii znane również dzięki takim ścigałkom jak Hot Wheels: Beat That i Ferrari Challenge Trofeo Pirelli. Pimp My Ride na konsoli firmy Nintendo zawitał z niemal rocznym opóźnieniem. Gra w przeszłości wydana już bowiem została na PS2, PSP i Xboxa 360.
Omawiana gra pozostaje w zgodzie z ogólną formułą wspomnianego wyżej programu telewizyjnego. Zabawa podzielona jest więc na kilkanaście misji, a każda z nich rozpoczyna się od otrzymania zdezelowanego pojazdu, który następnie poddaje się różnorakim modyfikacjom. W grze nie zabrakło oczywiście znanych z serialu gadżetów, dzięki którym auta wzbogaca się nie tylko o nowe spoilery, felgi i systemy car-audio, ale również moduły, które pozornie z tuningiem nie mają nic wspólnego. Mogą to być na przykład montowane w bagażnikach i odpowiednio rozkładane stoły do ping-ponga, czy urządzenia jacuzzi. Lista części obejmuje kilkaset pozycji, dostarczonych przez kilkunastu prawdziwych producentów. Jeśli zaś chodzi o możliwe do stuningowania wozy uczestników programu, jest ich piętnaście, choć w grze zawarto również jedno ukryte auto Xzibita.
Zabawa nie ogranicza się wyłącznie do tuningowania pojazdów, gdyż można również brać udział w wyścigach. Zawody te rozgrywane są w kilku różnych dzielnicach, po których wzorem takich gier jak chociażby Need for Speed: Most Wanted można się do woli przemieszczać. Warto jednak zaznaczyć, iż wszystkie te atrakcje przygotowane zostały wyłącznie z myślą o pojedynczym graczu. Pimp My Ride nie oferuje bowiem żadnych trybów multiplayer.
Oprawa wizualna gry prezentuje zbliżony poziom wykonania do wersji przeznaczonej na PlayStation 2. Najładniej wykonano modele tuningowanych pojazdów. Jeśli zaś chodzi o warstwę dźwiękową, zadbano tu zarówno o zabawne komentarze w wykonaniu Xzibita, jak i utwory muzyczne z jego najnowszej płyty.


|
Quark z USA
|
[ciach] | A jaki program do składu jest lepszy? Pytam z ciekawości bo się nie znam.
Każdy, który spełnia twoje oczekiwania.
|
Zgoda.
Nie ma programów lepszych czy gorszych.
|
A tu już nie ma zgody. Gorsze _są_, niewątpliwie. Lepsze też. Problemy z rozróżnieniem/klasyfikacją mogą być wtedy, gdy omawiamy czołówkę.
Chyba, że uważasz np. GreenStreet Publishera za realną konkurencję dla Quarka, InDesigna czy np. Kombi... IMHO ten program jest zdecydowanie zabawką, nie nadającą się do _żadnego_ profesjonalnego zastosowania. Ale tym niemniej _jest_ to program do tworzenia publikacji...
Są programy które posiadają pewne funkcje i takie, których nie posiadają inne. Często wybór prgramu zalezy od indywidualnych upodobań osoby go używającej. Ba, co gorsza wielu uzytkowników nie znajduje praktycznych zastosowań dla wielu funkcji programów na których pracują. Dlatego wybierając program nalezy postawić sobie kilka pytań: 1. Czy w tym programie zrobię to co zamierzam? (Jesli nie - trzeba zanaleźć bardziej rozbudowany - droższy program)
|
Wcale niekoniecznie. Bardziej rozbudowany - nawet _bardzo_ rozbudowany, i bardzo drogi może nie dysponować akurat tą funkcją, która będzie nam potrzebna - np. Quark AFAIK nie posiada żadnego wbudowanego mechanizmu tworzenia tabel - ale ma go np. znacznie tańsza Ventura czy InDesign (Kombi chyba też?).
[ciach resztę, bo tu nie mam uwag]
Pytania mozna by mnożyć. W każdym razie wybór programu jest sprawą trudną i indwidualna. Bezsensem jest tworzenie składu kolowego albumu z dużą ilością grafiki w Wordzie, albo kartki A-4 z czarnym tekstem w Quarku.
|
To ostatnie wcale nie musi być bez sensu. Hint - jeśli zależy ci na _dokładnym_ spozycjonowaniu tekstu... Tak czy inaczej - word nie nadaje się do obu zadań :-
Porgramy do profesjonalnego składu to: Polski - Kombi (bardzo dobry program dla zaawansowanych uzytkowników - cenowo konkurencyjny w stosunku do produktów zagranicznych) Adobe - PageMaker (uwaga najbardziej przydatna wersja dla polskiego składu to 6.52) nie polecam wersji 7.0, sam program może juz nieco leciwy i mocno niewystarczający w przygotowaniu bardziej złożonych prac.
|
Wersji 6.5x PL nie ma już w sprzedaży - nie mam pojęcia dlaczego, skoro 7 nie ma wersji polskiej, ale tak jest. Czyli zostaje second hand. "Siódemki" zdecydowanie nie polecam.
InDesign - najnowszych hit firmy Adobe i jak na razie nie ma niczego bardziej zaawansowanego.
|
Ditto.
QuarkXpress - do niedawna uważany za jeden z lepszych, zdetronizowany przez InDesign, choć ciągle jeszcze w użyciu. Drogi, a plug-iny do niego i słowniki też do tanich nie należą.
|
Dodajmy jeszcze:
Ventura 10 - IMHO nadal nie ma równych przy składzie z dużą liczbą przypisów, tabel itp. Do tego dynamiczne żywe paginy i masa innych rzeczy, które są dla innych programów niedostępne, bądź wymagają ekstra opłat. Przy czym większość tych funkcji dostępna jest w Venturze od 15 lat :- Wada - brak wbudowanych mechanizmów obsługi polskiego języka (słownik itp.) - o ile wiem, istnieją jakieś rozwiązania third party, ale ekstra płatne.
FrameMaker - "kobyła" przede wszystkim do składu publikacji naukowych, umożliwia bardzo szczegółowe "oskryptowanie" pracy, przez sam proces łamania robi się prościutki (o ile źródła są dobrze przygotowane). świetnie radzi sobi sobie z wzorami matematycznymi, tabelami, przypisami itp. Wada - brak obsługi polskiego języka i wysoka cena (droższy od wszystkiego oprócz Quarka).
Programy w których ewentualnie (zastępczo - wprzypadku bardzo prostych prac) można coś złozyć to: Word, Publisher, Corel i może jeszcz parę innych.
|
~~~~~ Rozumiem, że chodzi Ci o DRAW. Bo Ventura to też Corel. A także WordPerfect :- Zaś w przypadku "Publishera" - rozumiem, że chodzi Ci o MS Publisher. Cóż, jest znacznie więcej programów używających tej nazwy, więc wypadałoby podawać w miarę dokładnie.
MS Publisher jest - jak dotąd - nie do pobicia w przypadku, gdy w jednej publikacji ma być jednocześnie tekst np. po polsku, arabsku i chińsku...
Istnieją tez programy pod Linuxa (darmowe).
|
Scribus, który "dorósł" już do wersji 1.0 (ciągle beta, ale już "pełna numeracja" :-)) - ponoć całkiem zgrabnie działa, niestety nie mam teraz czasu, żeby potestować...
No i oczywiście TeX. Ale to temat na zupełnie inną dyskusję :-
Pozdrawiam, Marek W.
|
por/ownywanie TeX-a z czym nieb/ad/x
|
| chyba jakieś kolorowe gazetki z oblewanymi | niereguralnie ilustracjami, fantazyjnie (czytaj: do przesady) | pomieszanymi kolorami i wypełnieniami oraz tekstem swobodnie | deformowanym,
|
Widać, iż szanowny Autor ma takie "kolorowe gazetki" w najgłębszej pogardzie, uważając za szczyt "prawdziwej" sztuki wydawniczej czarno-białą pięciusetstronicową cegłę z pół miliardem wzorów matematycznych i zajmującym ćwierć książki skorowidzem. I bardzo dobrze. Też nie uważam, żeby Adobe PageMaker, QuarkXPress czy MGI Calamus były do tego typu publikacji stworzone (co innego Adobe FrameMaker).
Jednak jestem też przeciwnikiem tworzenia jakiegoś ślepego kultu słynnego matematyka Donalda i jego wiekopomnego dzieła, czy wykrzykiwania, że "TeX zrobi wszystko".
Proszę spojrzeć na zrzut ekranu roboczego programu MGI Calamus Publisher 2.0: http://font.ml.org/twardoch/calamus/calmask.gif To, co oglądamy, jest ponad 2000-krotnym zbliżeniem składu wykonanego 0,1-punktowym krojem QuasiPalladio i zmaskowanego bitmapą o rozdzielczości nieco ponad 150 000 dpi. Tak, drodzy Państwo -- 0,1 punkta typograficznego, to -- jak nietrudno dojrzeć na milimetrowej podziałce znajdującej się z brzegu ekranu -- nieco mniej niż 0,04 mm czyli 40 mikronów.
Materiałem szkoleniowym do wykładu "Grafika wektorowa i rastrowa" mógłby być obrazek http://font.ml.org/twardoch/calamus/calmask1.gif na którym widać podgląd zaczepienia ogonka w zmaskowanej bitmapą ośmiopunktowej literze ą kroju QuasiPalladio (zoom ponad 5000 razy).
Czy w uproszczeniu mo/zna powiedzie/c, /ze takie programy jak Quark, PM, Corel Ventura korzystaj/a z zaprogramowanych makr m.in. postscriptowych (i jakich jeszcze)?
|
Oczywiście, że nie. Programy do składu i łamania potrafią stworzyć plik postscriptowy, ale nie tylko. Calamus na ten przykład (jedyny program spełniający wymogi WYSIWYG) dysponuje technolgią SoftRipping, która umożliwia kompletne tworzenie pikslowego materiału do naświetlenia w dowolnej rozdzielczości w pamięci komputera, omijając w ten sposób PostScript.
Pozwolę sobie jeszcze zacytować znakomitego fachurę od Calamusa, Stafana Szczypkę ze Studia Typografii Realnej w Warszawie:
Zważywszy zaś na fakt, że autorzy zadbali o doskonałą specyfikację formatów i trybów graficznych, nie jest niczym szczególnym np. zgłoszenie efektu przezroczystości elementów dedykowanych farbie czarnej lub wykrojenie dziury w obiekcie wektorowym -- po prostu odwraca się kierunek wewnętrznej ścieżki. Prawda, że proste? Zamiana płaszczyzny wektorowej na mapę bitową dowolnego przeznaczenia lub eksport dowolnego obiektu czy fragmentu strony także nie jest żadną fatygą. W ułamku chwili skład zamienia się na obiekt wektorowy, jeśli tak zdecydujemy, i w dodatku możemy go opracować czuwającymi "na pokładzie" aż dwoma modułami grafiki wektorowej. Palety, makrodefinicje, słowniki, indeksowanie, autopaginowanie -- to wszystko od najdawniejszych czasów stanowi zwykły serwis Calamusa.
W tym niezwykłym programie zrealizowano postulat bezpośredniej obserwacji fizycznie obecnego materiału graficznego. Zatem nie jest niespodzianką, że każdy dowolny obiekt lub fragment strony można zaopatrzyć w dyspozycje całkowicie odmiennego rastrowania z dowolną liniowością i rozdzielczością -- o tym także decyduje operator, dając upust swoim spekulacjom estetycznym.
Mam jeszcze kilka pytań: - Czy w TeXu da się wykonać skład pięciometrowymi literami na płachcie o rozmiarze 150x50 metrów? - Czy w TeXu da się skorzystać z Unicode? - Czy w TeXu da się zdefinować skład półprzezroczysty? - Czy w TeXu da się zmodyfikować obwiednię dowolnej z liter składu? - Czy w TeXu da się przy pomocy dwóch naciśnięć klawiszy zmaskować skład wektorem lub bitmapą, bitmapę składem lub wektorem, czy wektor bitmapą lub składem?
W Calamusie wszystkie te czynności nie stanowią rzecz jasna żadnego problemu.
Pozdrawiam,
FONT.ORG <http://www.font.org/
|
nabór na wolne stanowisko urzędnicze
|
mnie to jusz grabie opadajom Q2 do dópy s takimi fahofcami
Jak będę czytał takie dyrdymały, jak te zamieszczone na stronach BIP Zgorzelca to w końcu doczytam się, że urzędnik ma cztery rączki i dwie głowy )))))).
Czy ja mogę dostać bana i zakaz wchodzenia na stronę BIP Zgorzelec? Czy mogą dostać bana wszyscy, którzy chcieliby tam wejść. Lepiej zamknąć stronę niż wstydzić się za burmistrza i jego grupę. NAŚMIEWAJĄ SIĘ Z NAS JUŻ NA CAŁYM ŚWIECIE !!! Moji koledzy cieszą się, że uciekli z miasta rządzonego przez takich fachowców. W końcu ucieknę i ja.
Cytat ze strony: http://www.bip.zgorzelec....07/art6670.html
„Pakiet Office (Exel, Word, Publisher); znajomości biegłego posługiwania się programami komputerowymi: Adobe Photoshop, Morel, Draw; obsługi programów ORC, umiejętności przygotowania stron internetowych, zarządzania panelem administracyjnym w portalach typu CMS; umiejętności oceny i wykorzystania walorów turystycznych regionu; znajomości rozporządzenia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w sprawie Biuletynu Informacji Publicznej.”
Mam prośbę Szary zmotłoszony ludu pracujący miast i wsi. Wytłumacz mi proszę co autor miał na myśli pisząc zdanie o biegłym posługiwaniu się programem komputerowym Morel ..... też chciałbym biegle posługiwać się Morelem i brzoskwinią
Co to Draw? Ja takiego czegoś nie znam. I chyba nikt nie zna, więc nie będzie możliwe znalezienie kogokolwiek.
Jeśli ogłoszenia piszom takie bezmuski to nie dziwię się dlaczego ten uszont podupada.
JAKI BURMISTRZ TACY URZĘDNICY !!!!!!!!!!
Za komuny obowiązywała ponoć zasada, że ludzie od roboty, byli od roboty i nigdy nie awansowali ale też żadna władza ich się nie pozbywała, bo byli od roboty i na niej się znali. Od brania pieniędzy była garstka i ona się zmieniała przy zmianie władzy. W chwiuli obecnej prawdopodobnie nabrano tulu fahofcuf, że nie ma kto pracować ale do piniondzy to som wszystkie.
Wg wszelkich znaków na zieni i niebie to takie ogłoszenie zostało podpisane przez burmistrza. Wniosek. Burmistrz nie wie co podpisuje. Nie zna się na niczym i podpisuje wszystko to, co mu podsuną.
Ja zrobię print screen strony i poczekam.
A MOŻE KTOŚ PODSUNĄŁBY BURMISTRZOWI JEGO REZYGNACJĘ ZE STANOWISKA?
Pewnie podpisałby nie wiedząc nawet, co podpisuje wzorem innych rzeczy albowiem już dzieci w przedszkolu wiedzą, co to jest Morel i Draw.
SZARY LUDU odpowiedz: Czy jeśli warunki wstępnej selekcji są do pupki, to cały nabór jest zdupcony?
Za nasze pieniądze oczywiście te zabawy się robi i nikt tego nie kontroluje. Nikt nie odpowiada
pozdrawiam Ball Kani
|
Felix Gilman
|
Troszkę o Gromowładnym Gilmana:
W kalejdoskopowym mieście, stale przekształcanym przez boskie moce, spotykają się tragedia, miłość i konflikt tworzące świat literackiej magii. Felix Gilman zostaje naszym przewodnikiem, gdy otwieramy książkę i zanurzamy się w zmieniające się ulice z kart jego debiutanckiej powieści. Jego liryczny, pełen wyobraźni głos kreśli mapę tej niesamowitej opowieści. — Drew Bowling, autor „The Tower of Shadows”
Czysta magia! Niezwykle satysfakcjonująca powieść o olbrzymim rozmachu, napisana w iście dickensowskim stylu, która wciągnie cię w naturalistyczny miejski świat i ani na chwilę nie puści, dopóki nie skręcisz za ostatni róg. — Tobias Buckell, autor „Ragamuffin”
„Gromowładny” to hipnotyzująca proza — subtelne połączenie magicznego realizmu z epicką fantasy, które pierwszemu z tych gatunków zawdzięcza piękno, a drugiemu rozmach stworzonego świata. Polecam każdemu, kto ma ochotę rozsiąść się w fotelu i oddać marzeniom. — Brandon Sanderson, autor „Z mgły zrodzonego”
Gilman zabiera czytelników w podróż poprzez świat pełen głębokich i cudownych nieprawdopodobieństw, gdzie za każdym rogiem kryje się coś niezwykłego. Bezkresne miasto i życie jego mieszkańców szybko stają się naszą obsesją — wyobrażam sobie wieczór, podczas którego Dickens, Miyazaki i Juliusz Verne zasiadają do stołu i razem wymyślają metropolię oraz zaludniające ją tłumy. „Gromowładny” pozbawi cię tchu i sprawi, że nie będziesz się mógł doczekać dalszego ciągu. — David Keck, autor „In the Eye of Heaven”
Książka napisana z niezwykłym polotem... znakomity debiut. — Jeff VanderMeer, autor „Shriek”
Miasto, prawdziwe bądź wymyślone, pojawia się w wielu gatunkach powieści fantastycznych, zwłaszcza w literaturze urban fantasy. Jednak niewiele fikcyjnych powieści w prawdziwie ekstrawagancki sposób czci, odkrywa i bada miasta; rzadko kiedy miasto przestaje być jedynie dekoracją, a staje się pełnoprawnym bohaterem. Na myśl przychodzą Bellona Delany’ego, New Crobuzon Miélville’a, Viriconium Harrisona, Ambergris VanderMeera, Gormenghast Peake’a, Lankhmar Leibera czy niezliczone wizje Londynu autorstwa Moorcocka. Do tej ekskluzywnej listy możemy dodać Ararat, metropolię dotkniętą plagą bogów, gdzie toczy się akcja imponującej debiutanckiej powieści Feliksa Gilmana pt. „Gromowładny”... To mistrzowska powieść, oszałamiająca i nieoczekiwana jak grom z jasnego nieba...
To samo można powiedzieć o głównych wątkach złożonej fabuły, którą Gilman tka sprawnie i bez wysiłku. Jeszcze większe wrażenie robi jego umiejętność tworzenia niesamowitych postaci. Dotyczy to zwłaszcza Holbacha, oppenheimerowskiego bohatera, w którym humanizm bezustannie zmaga się z obowiązkami wynikającymi z geniuszu. Postaci drugoplanowe są nakreślone z prostotą, a zarazem głębią, jakiej nie powstydziłby się Dickens. Zaś nad nimi wszystkimi góruje Ararat, które ogranicza ich, przemienia, manipuluje nimi w tajemniczy sposób, jak również daje się im kształtować. To miasto może się stać trwałym dodatkiem do skarbnicy literatury fantastycznej. — Realms of Fantasy
Niezwykle pomysłowa powieść z intrygującymi bohaterami i przebłyskami genialnej oryginalności: imponująca i bardzo obiecująca. — Kirkus Reviews
W debiutanckiej powieści Gilmana wiele może się podobać... Poruszający klimat i ciekawe postacie sprawiają, że to wyróżniający się debiut. — Publishers Weekly
„Gromowładny„ robi wrażenie polotem, śmiałością wizji i pomysłowością. Miasto Ararat jest stworzone z takim przepychem i wyczuciem, że od pierwszej strony nie wątpimy w jego realność. Nazewnictwo olśniewa bogactwem przydomków i neologizmów. Kwestie ekonomiczne i społeczno-polityczne zostały przedstawione w solidny i wiarygodny sposób. Poszczególne warstwy miasta są traktowane z należytą uwagą. Bogowie odgrywają subtelną i odpowiednio dziwaczną rolę. Uwagę przykuwają także wzmianki o wielowymiarowości przedstawionego świata. Ararat jest równie nastrojowym miejscem co Ambergis czy New Crobuzon, a także inne miasta „nie z tego świata”, jednak zachowuje oryginalność.
Równie sprawnie Gilman radzi sobie ze swoimi bohaterami... Podczas lektury chwilami przypominał mi się kapryśny nastrój wspaniałej „Opowieści zimowej” Marka Helprina (1983). „Gromowładny” to egzotyczna powieść w stylu Borgesa, która nawet na chwilę nie traci tempa i nie rozczarowuje. — SciFi.com
Miasto równie złożone co Londyn Dickensa; marzenia i koszmary mieszkańców tworzą złożone wzory, które wskazują na tajemnice ukryte głęboko w sercu miasta. Większość bibliotek powinna włączyć swoich zbiorów tę opowieść o złamanych bogach i zrujnowanych bohaterach. — Library Journal
Jak na debiutanta Gilman zdecydowanie wyrasta ponad przeciętność. — Booklist
|
instrukcja do Quarka
|
Czytalam sobie opisy funkcji w InDesign, QuarkXPresie, Venturze i PageMakerze, no i nie powiem, zebym byla od tego jakos madrzejsza, z prostego powodu - nie wiem, ktore z tych funkcji sa wazne, a ktore nie. Dla mnie to wszystko jest dosc podobne ;-( np. jaka jest roznica (w dwoch zdaniach :-) miedzy FrameMakerem, PageMakerem i InDesignem? Albo czy COREL Ventura jest cos wart?
|
No to, że zacytuję jednego z Naszych Ulubionych Czołowych Polityków(tm), "otworzyłaś "puszkę z Pandorą" :-)))
Innymi słowy, temat zabroniony w FAQ w punkcie "Święte wojny"... Ale spróbuję, a co mi tam :-)
Wszystkie w/w są programami do page layout i ogólnie montażu. Czyli - umożliwiają wlanie większej ilości tekstu i jego sprawną obsługę (innymi słowy - to tekst, i w dużej ilości, stanowi główne "ciało" wynikowego produktu). Do tego oczywiście mają możliwości importu grafik w najróżniejszych formatach, a także (w mniejszym lub większym stopniu) możliwość _utworzenia_ grafik w obrębie programu. I w tak zwanych zasadniczych funkcjach się między sobą nie różnią.
Można powiedzieć, że - w zasadzie wszystko, co da się zrobić w jednym z nich, da się zrobić w którymkolwiek z pozostałych. Ale - i tu zaczynają się schody - nie jednakowo szybko, sprawnie czy wygodnie. No i niektórych rzeczy jednak się do "konkurentów przenieść nie da...
Zatem w skrócie:
PageMaker (najstarszy, no i mój ulubiony, więc od niego zaczynam): Zorientowany głównie na dłuższy tekst z elementami grafiki, polecany (przeze mnie, tego, co Adobe pisze, lepiej nie czytać...:-) do składu książek (ale nie podręczników, prac naukowych itp.), ale też kilkustronicowych ulotek, folderów itp. Dość ubogi, jeśli chodzi o możliwości manipulowania grafiką, za to bardzo mało wymagający od sprzętu. Ogólnie - przestarzały, i z wieloma błędami, za to reszta funkcji działa bez zarzutu.
QuarkXpress - może powinienem oddać to komu innemu, bo sam nie używam - kombajn do wszystkiego, ale jednak z nastawieniem na publikacje mniejsze (w sensie objętości tekstu), za to np. wielkoformatowe. Co nie znaczy, że nie można w Q. składać książek. Umożliwia precyzyjne pozycjonowanie i zachowanie układu po zmianie treści, więc z natury niejako nadaje się do składu gazet i czasopism.
Ventura - gdzieś w połowie drogi pomiędzy powyższymi. Pierwotnie nastawiona głównie na tekst, ale Corel dorzucił do niej masę funkcji graficznych. Ma sporo usprawnień tekstowych (przypisy, żywe paginy tworzone w locie itp.) - więc raczej książki, zwłaszcza słowniki, podręczniki, prace naukowe i tak dalej. AFAIK w Venturze robi się książki telefoniczne na przykład - i oprócz FM raczej nic innego w rachubę by nie wchodziło...
FrameMaker - jak Ventura, ale z rozbudowanym mechanizmem sterowania "wsadowego" (SGML). Zapewne najlepszy program do wielkich, skomplikowanych prac typu prace naukowe z wielką liczbą przypisów, wzorów matematycznych, odnośników. Chyba najbardziej złożony i skomplikowany. Przy okazji - obok Quarka również najdroższy.
InDesign - miał być "Quark killerem", ale Adobe o tyle nie wyszło, że pierwsze wersje były hm... mało udane :-). W sumie zakres zastosowań podobny do Q. ID bije go dużo nowocześniejszym mechanizmem typograficznym (najlepszym dostępnym w ogóle - jak dotąd), no i możliwości graficzne też ma nieporównywalnie większe. Ważne - jeśli ktoś zna PhotoShopa i/lub Illustratora, obsługi ID nauczy się b. szybko, bo filozofia sterowania wszystkimi trzema jest analogiczna...
Z tego, co piszesz, w zasadzie wygląda na to, że to jest narzędzie dla Ciebie...
No i jeszcze Microsoft Publisher. Ogólnie nie dorównuje żadnemu z w/w pod względem np. "odpowiedzialności" - chodzi o jednolitość efektu bez względu na wybrane urządzenie wyjściowe - ale za to dysponuje możliwościami niedostępnymi gdzie indziej - pełną obsługą Unicode. Innymi słowy, jeśli trafi ci się publikaja _jednocześnie_ po polsku, angielsku, hebrajsku, arabski i japońsku, to możesz to zrobić tylko w nim. Albo będziesz mieć straszny _ból trąby_, jak mawia Piotr C....
Nie chce Was zameczac, ale jakie kryteria strosowac w wyborze softwaru do DTP?
|
A to dużo gorszy problem :-)
1. Platforma: jeśli Mac, powyższy wybór zmniejsza się o Venturę. 2. Co robisz? Jeśli głównie ulotki, folderki i inne podobne - FrameMaker będzie nonsensem, a i Ventura nie za bardzo pasuje... Odwrotnie - przy produkcji książek (beletrystyki na przykład) po kilkaset dużo wygodniej (i szybciej) robi się to w PM czy Venturze właśnie, niż Q czy ID. 3. Cena. Najtańsza jest Ventura, najdroższy Q (łeb w łeb z FM). Różnica chyba trzykrotna... 4. No i "last, but not least" - co umiesz? W moim na przykład przypadku inwestycja w Q. byłaby bezsensowna, bo PageMaker'a umiem na pamięć, a ID nauczyłbym się w tydzień (znam PhotoShopa i AI). Z drugiej strony, dla kogoś, kto już pracował w Q. PageMaker będzie "dziwaczny"...
Ogólnie - nie ma jednego rozwiązania dla każdego. Nie ma jedynie słusznych pomysłów uniwersalnych....
Ufff... ale się rozpisałem :-)
Powinienem szybko wrócić do moich firewalli.
-=-=-=-=-=-=-=-=-
I tak tytułem rozrywki na koniec: cytat z tłumaczonego właśnie przeze mnie podręcznika (chodzi o firewall sprzętowy, czyli mówiąc wprost, skrzynkę, lub kilka skrzynek, które montuje się w racku... w dodatku dają się łączyć w klastry i wtedy kilka działa jako jedno logiczne urzązenie):
"Note: The process of deleting a cluster does not delete any appliances. It simply removes the configuration information that associates them into a cluster."
Fajnie by było, gdyby po naciśnięciu "Del" na konsoli sterujące, te skrzynki znikały z racka...
Ech, ci Amerykanie... :-)
Pozdrawiam, Marek W.
|
THE TRUTH IS OUT THERE...
|
Witajcie!
Z tej strony Yaro.
Tak jak się tego spodziewałem - dzisiejsza dyskusja w "Dzień Dobry TVN" nie dotknęła nawet CZUBKA góry lodowej, z którą mamy do czynienia. To nie było miejsce ani czas na POWAŻNĄ dyskusję, jakiej ten temat wymaga. Depresje gwiazd, myśli samobójcze, "ciężki zawód", "gruba skóra", Britney Spears, porady Mandaryny... "Srutu tutu - kłębek drutu"! Wcale NIE O TO, tak naprawdę, w tym wszystkim chodzi...
Ale do rzeczy:
Wierzycie w sny? Miewacie czasem paskudne koszmary, które wracają do Was przez wiele lat, notorycznie nawiedzając Was po nocach? Ja mam taki koszmar - i chciałbym się nim z Wami dzisiaj podzielić... Jestem ciekaw, czy podobne koszmary miewają również inni polscy artyści... bo ci których DOBRZE znam - MAJĄ.
***
Dawno, dawno temu – za siedmioma górami i za siedmioma lasami – był sobie kraj zupełnie inny od naszego... tak inny, że na „Dzień dobry” mówiono tam „Do widzenia”, zamiast „Tak” mówiono „Nie”, a psy szczekały... wiadomo czym. Czyli - jeśli chodzi o SNY - to raczej standard.
W owym kraju były sobie 3 główne komercyjne rozgłośnie radiowe: Almost Def FM, Radio Dead i tzw. "Klęska". Ich pojawienie się wzbudziło powszechny entuzjazm. Ludzie słuchali ich z zapartym tchem, podziwiając nowoczesny styl prowadzenia audycji. Nawet - co jakiś czas - gorączkowo przeskakiwali z kanału na kanał, by nie ominąć najciekawszych kąsków, serwowanych raz tu – raz tam.
Tamtejsze wytwórnie płytowe, aby w eterze owych radiostacji umieścić swoich artystów, prześcigiwały się w pomysłach – to podsuwając szefom rozgłośni jakieś „drobne prezenty” czy drogie alkohole, to organizując na ich cześć bankiety, czy - w końcu - wysyłając ich na darmowe wczasy pod palmami. Niewdzięczni artyści nie mieli nawet pojęcia, ile tak naprawdę kosztowało to, że tak chętnie ich grano... Tak czy inaczej - wszyscy byli zadowoleni. Radia miały wpływy z reklam, wytwórnie ze sprzedaży płyt, artyści z koncertów, a autorzy i kompozytorzy – z tantiem płynących z tytułu radiowych emisji ich piosenek (które to tantiemy ochoczo wypłacał im tamtejszy odpowiednik naszego ZAiKSu).
Sielanka trwałaby zapewne do dzisiaj, gdyby któregoś dnia szefowie rozgłośni nie zaczęli się zastanawiać, czy aby nie wychodzą na "frajerów", dając tak "za friko" zarabiać autorom i kompozytorom. Że niby co to jest taka "Dead'ka" czy "Klęska"? Matka Teresa? Wpadli więc na genialny pomysł, żeby na jakiś czas "przykręcić wszystkim kurek"... i powoli acz systematycznie... za promowanie WYBRANYCH przez siebie artystów i ich piosenek - zacząć po prostu kasować "działkę" z "ZAiKS'owych" tantiem...
Ponieważ pomysł ten był... ehmm... jakby to ująć... etycznie trochę "nie teges", a materia dość śliska - należało zabrać się do dzieła ostrożnie i w sposób zawoalowany. Wkrótce, jak grzyby po deszczu, pojawili się na rynku jacyś tacy "cicho-ciemni", niby z nikim nie związani, którzy mówili o sobie "publisher", czy jakoś tak (nie wiem... ciemno było...). Rozeszli się po kraju, i tak niemalże staropolskim wzorem "przychodzi R. do M." - z przebiegłością godną dobrze wyszkolonego esbeka - zaczęli nagabywać niektórych autorów i kompozytorów... Że niby oni mogą sprawić, że "wasze utwory znajdą wykonawców i będą wszędzie grane, na najwyższych rotacjach" - oczywiście, w zamian za oddanie się im w tzw. "publishing" i przekazywanie im "drobnych" 30-50 % tantiem (cena rosła wprost proporcjonalnie do czasu trwania medialnej posuchy).
Nagabywanie zaczęto od tych najbardziej podatnych na perswazję. Pierwsza grupa - pazerni na kasę - z nimi można przecież "konie kraść", się wie. Druga grupa - ci początkujący, "nie śmierdzący groszem". Z tymi było już trudniej (no bo... ambicje... i takie tam... wiadomo), ale w końcu "z czegoś trzeba żyć", prawda?... Na koniec, przyszła kolej na "grupę szczególnego ryzyka" - z tymi mógł być już problem...
Wysłannicy dotarli, między innymi, do Piosenkarki X i Producenta Y. Niestety - tutaj czekało ich niemiłe rozczarowanie... Producent Y powiedział: "Sorry, ale ja w takie układy nie wchodzę". Piosenkarka X zaśmiała im się w twarz... Ale jeszcze nie dawali za wygraną... Rzekli: "Wolicie zarobić 50% od CZEGOŚ, czy 100% od ZERA?". "Sto procent od zera. Dziękujemy." - padła odpowiedź. "W takim razie - my również dziękujemy" - odparli wysłannicy. I poszli do innych...
Wkrótce wokół naszych trzech rozgłośni zebrała się śliczna gromadka radosnych, zadowolonych z życia "na gruncie osobistym i zawodowym", wykonawców piosenek. Rozgłośnie grały ich utwory non-stop, organizowały im koncerty, a raczej tzw. "spędy", gdzie nasza urocza trzódka mogła się jeszcze dopromować.
Szefowie rozgłośni zaczęli OSOBIŚCIE doglądać stadka i dbać o odpowiedni poziom "artystyczny" swoich podopiecznych. Przychodzili na sesje nagraniowe, gdzie wokalistom mówili jak mają śpiewać, muzykom jak mają grać, a producentowi - jakie ma być tempo utworów, ile sekund ma trwać "intro" i ile refrenów ma się zmieścić w 3'30''. Wszystko, oczywiście, w trosce o to, by wspólny biznes dobrze się kręcił. Nie było tutaj miejsca na jakieś pomyłki - to miały być stuprocentowe przeboje, które przyniosą im wszystkim kasę - szefowie zrobili już przecież niemalże profesury z "anatomii i struktury radiowego hitu".
Doszło nawet do tego, że nasi BOSSOWIE poczuli się aż tak bezkarni, że zupełnie bez żenady i "po legalu", odkrywając w sobie nagle niebywałe zdolności tekściarskie i kompozytorskie, zaczęli sami niektórym swoim artystom "pisać" piosenki. Przecież nikt nie zabroni im się podpisać pod WŁASNYM dziełem...
Może po prostu "mieli talent"?
Wszyscy, oczywiście, żyli długo i szczęśliwie...
DO CZASU...
***
Koniec bajki.
Dobrze, że to był tylko sen... Bo przecież U NAS coś takiego byłoby NIE DO POMYŚLENIA...
/ zaczerpnięte z http://kasiaklich.bloog.pl/id,3774485,title,THE-TRUTH-IS-OUT-THERE,index.html?ticaid=66c8b /
|
Yaro (C.V. Produkcje) |BEEF: Yaro -vs- Robert Kozyra
|
Witajcie!
Z tej strony ponownie Yaro.
Tak jak się tego spodziewałem - dzisiejsza dyskusja w “Dzień Dobry TVN” nie dotknęła nawet CZUBKA góry lodowej, z którą mamy do czynienia. To nie było miejsce ani czas na POWAŻNĄ dyskusję, jakiej ten temat wymaga. Depresje gwiazd, myśli samobójcze, “ciężki zawód”, “gruba skóra”, Britney Spears, porady Mandaryny… “Srutu tutu - kłębek drutu”! Wcale NIE O TO, tak naprawdę, w tym wszystkim chodzi…
Ale do rzeczy:
Wierzycie w sny? Miewacie czasem paskudne koszmary, które wracają do Was przez wiele lat, notorycznie nawiedzając Was po nocach? Ja mam taki koszmar - i chciałbym się nim z Wami dzisiaj podzielić… Jestem ciekaw, czy podobne koszmary miewają również inni polscy artyści… bo ci których DOBRZE znam - MAJĄ.
***
Dawno, dawno temu – za siedmioma górami i za siedmioma lasami – był sobie kraj zupełnie inny od naszego… tak inny, że na „Dzień dobry” mówiono tam „Do widzenia”, zamiast „Tak” mówiono „Nie”, a psy szczekały… wiadomo czym. Czyli - jeśli chodzi o SNY - to raczej standard.
W owym kraju były sobie 3 główne komercyjne rozgłośnie radiowe: Almost Def FM, Radio Dead i tzw. “Klęska”. Ich pojawienie się wzbudziło powszechny entuzjazm. Ludzie słuchali ich z zapartym tchem, podziwiając nowoczesny styl prowadzenia audycji. Nawet - co jakiś czas - gorączkowo przeskakiwali z kanału na kanał, by nie ominąć najciekawszych kąsków, serwowanych raz tu – raz tam.
Tamtejsze wytwórnie płytowe, aby w eterze owych radiostacji umieścić swoich artystów, prześcigiwały się w pomysłach – to podsuwając szefom rozgłośni jakieś „drobne prezenty” czy drogie alkohole, to organizując na ich cześć bankiety, czy - w końcu - wysyłając ich na darmowe wczasy pod palmami. Niewdzięczni artyści nie mieli nawet pojęcia, ile tak naprawdę kosztowało to, że tak chętnie ich grano… Tak czy inaczej - wszyscy byli zadowoleni. Radia miały wpływy z reklam, wytwórnie ze sprzedaży płyt, artyści z koncertów, a autorzy i kompozytorzy – z tantiem płynących z tytułu radiowych emisji ich piosenek (które to tantiemy ochoczo wypłacał im tamtejszy odpowiednik naszego ZAiKSu).
Sielanka trwałaby zapewne do dzisiaj, gdyby któregoś dnia szefowie rozgłośni nie zaczęli się zastanawiać, czy aby nie wychodzą na “frajerów”, dając tak “za friko” zarabiać autorom i kompozytorom. Że niby co to jest taka “Dead’ka” czy “Klęska”? Matka Teresa? Wpadli więc na genialny pomysł, żeby na jakiś czas “przykręcić wszystkim kurek”… i powoli acz systematycznie… za promowanie WYBRANYCH przez siebie artystów i ich piosenek - zacząć po prostu kasować “działkę” z “ZAiKS’owych” tantiem…
Ponieważ pomysł ten był… ehmm… jakby to ująć… etycznie trochę “nie teges”, a materia dość śliska - należało zabrać się do dzieła ostrożnie i w sposób zawoalowany. Wkrótce, jak grzyby po deszczu, pojawili się na rynku jacyś tacy “cicho-ciemni”, niby z nikim nie związani, którzy mówili o sobie “publisher”, czy jakoś tak (nie wiem… ciemno było…). Rozeszli się po kraju, i tak niemalże staropolskim wzorem “przychodzi R. do M.” - z przebiegłością godną dobrze wyszkolonego esbeka - zaczęli nagabywać niektórych autorów i kompozytorów… Że niby oni mogą sprawić, że “wasze utwory znajdą wykonawców i będą wszędzie grane, na najwyższych rotacjach” - oczywiście, w zamian za oddanie się im w tzw. “publishing” i przekazywanie im “drobnych” 30-50 % tantiem (cena rosła wprost proporcjonalnie do czasu trwania medialnej posuchy).
Nagabywanie zaczęto od tych najbardziej podatnych na perswazję. Pierwsza grupa - pazerni na kasę - z nimi można przecież “konie kraść”, się wie. Druga grupa - ci początkujący, “nie śmierdzący groszem”. Z tymi było już trudniej (no bo… ambicje… i takie tam… wiadomo), ale w końcu “z czegoś trzeba żyć”, prawda?… Na koniec, przyszła kolej na “grupę szczególnego ryzyka” - z tymi mógł być już problem…
Wysłannicy dotarli, między innymi, do Piosenkarki X i Producenta Y. Niestety - tutaj czekało ich niemiłe rozczarowanie… Producent Y powiedział: “Sorry, ale ja w takie układy nie wchodzę”. Piosenkarka X zaśmiała im się w twarz… Ale jeszcze nie dawali za wygraną… Rzekli: “Wolicie zarobić 50% od CZEGOŚ, czy 100% od ZERA?”. “Sto procent od zera. Dziękujemy.” - padła odpowiedź. “W takim razie - my również dziękujemy” - odparli wysłannicy. I poszli do innych…
Wkrótce wokół naszych trzech rozgłośni zebrała się śliczna gromadka radosnych, zadowolonych z życia “na gruncie osobistym i zawodowym”, wykonawców piosenek. Rozgłośnie grały ich utwory non-stop, organizowały im koncerty, a raczej tzw. “spędy”, gdzie nasza urocza trzódka mogła się jeszcze dopromować.
Szefowie rozgłośni zaczęli OSOBIŚCIE doglądać stadka i dbać o odpowiedni poziom “artystyczny” swoich podopiecznych. Przychodzili na sesje nagraniowe, gdzie wokalistom mówili jak mają śpiewać, muzykom jak mają grać, a producentowi - jakie ma być tempo utworów, ile sekund ma trwać “intro” i ile refrenów ma się zmieścić w 3′30”. Wszystko, oczywiście, w trosce o to, by wspólny biznes dobrze się kręcił. Nie było tutaj miejsca na jakieś pomyłki - to miały być stuprocentowe przeboje, które przyniosą im wszystkim kasę - szefowie zrobili już przecież niemalże profesury z “anatomii i struktury radiowego hitu”.
Doszło nawet do tego, że nasi BOSSOWIE poczuli się aż tak bezkarni, że zupełnie bez żenady i “po legalu”, odkrywając w sobie nagle niebywałe zdolności tekściarskie i kompozytorskie, zaczęli sami niektórym swoim artystom “pisać” piosenki. Przecież nikt nie zabroni im się podpisać pod WŁASNYM dziełem…
Może po prostu “mieli talent”?
Wszyscy, oczywiście, żyli długo i szczęśliwie…
DO CZASU…
***
Koniec bajki.
Dobrze, że to był tylko sen… Bo przecież U NAS coś takiego byłoby NIE DO POMYŚLENIA… |
jesli to co on pisze jest prawdą,wydanie płyty przez debiutanta w tym kraju to graniczy z cudem.
chciałbym wierzyć że to tylko żale niespełnionego artysty ,gdyż inaczej wychodzi na to że znajomosci rządzą w showbiznesie teraz bardziej niż kiedykolwiek.
|
| |
|
|